Elżbieta Skoczek. Józef Czapski. Dzieła z kolekcji prywatnych

Czapski po raz ostatni osobiście wystawiał swoje obrazy w Polsce latem 1939 roku w Instytucie Propagandy Sztuki w Warszawie, podczas wystawy„Martwa natura w malarstwie polskim”. Po wybuchu II wojny światowej 1 września został zmobilizowany jako żołnierz rezerwy, a już 27 września wzięty do niewoli przez Armię Radziecką. Rozpoczęła się jego droga obozowa: Starobielsk, Juchnów (Pawliszczew Bor), Griazowiec. Nie zginął w lesie katyńskim od strzału w tył głowy. Znalazł się w grupie 395 jeńców, którzy ocaleli z ponad 22 tysięcy uwięzionych w sowieckich obozach. Z tamtych czasów zachowały się jego szkice w dziennikach wojennych, a także portrety współwięźniów.
Jako żołnierz Armii Andersa, poszukujący zaginionych jeńców, a potem walczący z kłamstwem katyńskim na międzynarodowym forum, nie mógł po wojnie wrócić do kraju. Pozostał na emigracji, we Francji, współtworząc paryską „Kulturę”. Gdy tylko mógł, szkicował. Gdy miał farby – malował, a także pisał o literaturze i sztuce… z paletą w ręku.
Po tym jak w latach 60.XX wieku jego relacje z paryską „Kulturą” uległy rozluźnieniu, żył przede wszystkim z malarstwa. Utrzymywał siebie i swoją siostrę Marię. Wynajmowali dwa pokoiki na piętrze willi, na którą jeszcze dziesięć lat wcześniej, dzięki jego znajomościom, wydawnictwo Instytut Literacki dostało od arystokratów pożyczki i darowizny. Raz w roku starał się organizować wystawę, by sprzedawać swoje prace. Pisał o sobie, że stał się „malarzem aktywnym”: jako organizator własnych wystaw płacił za wynajęcie paryskich galerii, rozsyłał zaproszenia, zajmował się promocją,poszukując krytyków francuskich, którzy zechcieliby napisać o nim notkę do gazety. Na wystawy te najczęściej przychodzili jego znajomi i przyjaciele, kupowali rysunki i obrazy.Wszystko zmieniło się, gdy jego twórczością zainteresował się Szwajcar, Richard Aeschlimann, który poznał artystę dzięki Vladmirowi Dimitrijewiczowi. Ufundował mu wówczas wypłacane co miesiąc skromne stypendium. To, co Czapski namalował, zabierał i wiózł do Chexbres, a tam sprzedawał m.in. Szwajcarom. Dlatego w Szwajcarii– także i dziś–jest najwięcej kolekcji obrazów Czapskiego w prywatnych domach, w tym ta największa – kolekcja u Barbary i Richarda Aeschlimannów.

Czapski tak pisał do Janusza Marciniaka:

„Ten kraj pod Lozanną ma chyba dziewięć dziesiątych moich prac zebranych przez czterech kolekcjonerów, a Aeschlimann, mój tu marchand i też kolekcjoner, ma ze szwajcarską dokładnością plus wielką od lat przyjaźnią wszystkie dane. Gdyby kiedyś po mojej śmierci ktoś chciał zrobić moją retrospektywę, wystarczy, by miał adres Aeschlimanna. Jemu zawdzięczam, że od lat mogłem pracować bez organizowania wystaw”.

Zawsze marzył, by jego prace mogli zobaczyć także w Polsce jego przyjaciele, rodzina, pokolenie młodych artystów, Polacy. Żył taką nadzieją zwłaszcza w roku 1957. Do redakcji „Kultury” docierały wówczas z kraju wiadomości o odwilży październikowej,pojawiła się możliwość podróży. Z dokumentów wiemy dziś, że wysyłano do malarza „życzliwe” osoby, które miały namówić go do powrotu do Polski. Zezwolono na zorganizowanie wystawy w Poznaniu, kupowano jego obrazy do muzeum. Bardzo chciał w Poznaniu w Muzeum Narodowym otworzyć pierwszą po II wojnie światowej ekspozycję swoich 25 prac. Chciał spotkać się z tymi, którzy przeżyli wojnę, których nie widział od 1939 roku. „Tej turystyce”, jak nazwał to w liście do swojego najlepszego przyjaciela sprzed II wojny światowej Ludwika Heringa, sprzeciwił się Jerzy Giedroyc. Postawił ultimatum: albo Czapski jedzie do Polski i nie wraca już do siedziby „Kultury”, albo zostaje i życie toczy się jak do tej pory. Nadzieja na odwiedziny Polski umarła.Wystawę pokazano jeszcze w Krakowie, tam zobaczył ją Hering.

Z zachowanej korespondencji, m.in. z dyrektorem Muzeum Narodowego w Warszawie Stanisławem Lorentzem, wiemy, że jeszcze w 1958 roku obiecywano Czapskiemu kolejną wystawę, a Muzeum Narodowe chętnie kupowało jego prace. W 1960 roku jedną z prac sam podarował muzeum (była ona już w zbiorach od 1958 roku). Do wystawy jednak nie doszło. Destalinizacja okazała się fikcją, a odwilż październikowa – mitem. Nazwisko Józefa Czapskiego w PRL znalazło się na specjalnej liście osób objętych całkowitym zakazem publikacji.

Dopiero w 1986 roku zorganizowano wielką wystawę rysunków i obrazów olejnych Józefa Czapskiego w Muzeum Archidiecezjalnym w Warszawie. Dziewięćdziesięcioletni artysta nie mógł na nią przybyć. Przeszkodą tym razem okazała się starość. Wysłał taśmę magnetofonową ze swoim głosem, podziękowaniami dla tych, którzy sprawili, że znowu jego twórczość została pokazana Polakom:„Całe moje życie marzyłem wystawiać w Polsce. Od 1939 roku nie wystawiałem ani razu w Warszawie, w Warszawie, w której sam przez dziesięć lat malowałem i która była moim miastem” .

Mimo postępującej utraty wzroku, malował prawie do końca swoich dni. Jego twórczość jest ogromnie różnorodna – od akademickich rysunków, „piłowania martwej natury”, do szkiców przepełnionych błyskawiczną notatką, rysunkiem, który ma zatrzymać wizję, olśnienie, by potem przetransponować to na obraz malowany olejnymi farbami czy też akrylikami.

„Mam dni, kiedy dosłownie zalewają mnie wizje obrazów, które istnieją we mnie, widziane w naturze, z taką siłą, że nie mogę w to wątpić. Wystarczy jednak, że wrócę do domu i zabiorę się do malowania i natychmiast widzę ogromną różnicę między tym czego pragnę, a tym co mogę” – pisał do Jeana Colina d’Amiens.

Czapski podchodził do swoich prac bardzo krytycznie, ale w tym krytycyzmie był wierny swojej wizji malarstwa zanurzonego w naturze: w twarzach ludzi,  w pejzażach (miejskim i wiejskim) i  w ustawianych do malowania butelkach , miskach, wazonie… To „ciche życie” wokół niego kryło w sobie grozę, którą starał się pokazać.
Dzięki zaufaniu Narodowego Centrum Kultury oraz dzięki życzliwości właścicieli, którzy wypożyczyli obiekty,możemy na tej wystawie przedstawić prace, które nigdy dotąd nie były prezentowane publicznie.
Jeden z tych obrazów to pejzaż z jesiennym widokiem Tatr. Jedno z niewielu zachowanych dzieł Czapskiego sprzed II wojny światowej. Dzięki szczególnym zapisom wiemy, że został wtedy podarowany Helenie Dadejowej, która zginęła w czasie Powstania Warszawskiego, a jej mąż Kazimierz Dadej został zamordowany przez sowietów, w Charkowie, w 1940 roku.

Kolejny to portret Wacka Kisielewskiego, namalowany w czasie pobytu pianisty w siedzibie paryskiej „Kultury”, z 1969 roku. To jedyny znany mi obraz, który jest sygnowany pseudonimem: „L. Bonnet, 69”. Bonnet to po francusku czapka. Ten żart słowny zastosował malarz, by nie narażać tych, którzy będą wieźć obraz do PRL. W dziennikach Czapskiego odnajdujemy inne szkice związane z osobą Kisielewskiego. Rysował Czapski także Marka Tomaszewskiego, który z Kisielewskim tworzył przecież niezapomniany duet fortepianowy Marek i Wacek.Razem bywali w siedzibie paryskiej „Kultury” i… u Czapskiego na górce.

Fragment z portretu Wacka Kisielewskiego, namalowanego przez Józefa Czapskiego, 1969

W 2016 roku poznałam Katarzynę Skansberg, która opowiedziała mi, jak poznała Czapskiego i kim był dla niej. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam opowieść o przedstawieniu Kurki Wodnej, o malowaniu Gubernatora. To wspaniałe wspomnienie przywołujemy w tym katalogu.

Inny obraz to dar Elżbiety Łubieńskiej, siostrzenicy malarza, dla Leszka Czarneckiego, archiwisty, który swoją obecnością oraz rozmowami wspierał malarza do końca jego dni. Obraz został potem przekazany znajomemu we Francji, a dzisiaj znajduje się w Polsce.To jego pierwszy publiczny pokaz.

I jeszcze jeden, szczególny, o którym Czapski pisał w 1989 roku:

„Moje ostatnie płótno to kawałek obrusa i kawałek czerwonego szlafroka na tymże stole. Zrobiłem z tego martwą, chyba dziś najlepszą, którą ofiarowałem E., więc ją zobaczysz. Moja najlepsza bratowa, która maluje, powiedziała mi: „Są malarze, którzy się nazywają np. Malarz korony cierniowej Chrystusa albo Malarz Madonny, a Ciebie będą nazywać Malarz szmat”. Chciałbym naprawdę zasłużyć na taką nazwę” .

Pokazujemy również szkic do niego, który znajduje się u zupełnie innego właściciela. Na tej wystawie spotykają się po raz pierwszy od lat: rysunek i obraz.

Nie sposób opisać tutaj historię każdego z obrazów prezentowanych na wystawie. Twórczość artysty, który żył ponad 90 lata jest rozproszona po świecie. Obrazy, rysunki znajdują się w instytucjach publicznych w Polsce, ale także w Szwajcarii, w siedzibach urzędów francuskich, uczelni w Hiszpanii, a także w zbiorach muzealnych w Stanach Zjednoczonych. Większość jest w rękach prywatnych – w Szwajcarii, we Francji, w Niemczech, Belgii, w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Anglii, Szwecji, Danii, Portugalii, Brazylii, Hiszpanii, Białorusi i Ukrainie, a nawet w Rosji i Japonii… I oczywiście w Polsce.

„Niech Pan wspomni, że wyjechałem z Polski w 1939 roku, że malując tu od lat, marzyłem, naprawdę marzyłem, że te obrazy i moje pisanie tak czy inaczej do Polski wrócą, bo pomimo wszystkich wojen i wojenek, które my kapiści w swoim czasie toczyliśmy, ja się czuję tylko i wyłącznie osadzony w tradycji polskiej i nawet Stanisław Witkiewicz jest zawsze u mnie na półce, przy mnie” – pisał Czapski.

Jego marzenie się spełnia.Coraz więcej prac trafia do Polski, jak choćby jedna z większych prywatnych kolekcji Jolanty z Wańkowiczów i markiza Gilles’a de Boisgelin, która w 1995 roku z zamku w Bretanii przyjechała do pałacu w Kurozwękach i jest na co dzień eksponowana w specjalnie stworzonej przestrzeni galerii w muzeum rodziny Popielów.

Józef Czapski jest dzisiaj w Polsce jedynym kapistą, który od 2016 roku ma w Krakowie swoje muzeum biograficzne, zwane Pawilonem Józefa Czapskiego, wybudowane ze środków państwowych i funduszy zagranicznych. Nie ma takiej przestrzeni ani Cybis, ani Waliszewski, których sam Czapski uważał za najwybitniejszych artystów ich wspólnej grupy K.P.

Czapski w 1958 roku pisał do Jeana Colina d’ Amiens o tym, jakie opinie usłyszał o swoich obrazach i rysunkach podczas wernisażu w Galerii Bénézit:

Przyszedł David – zaatakował gwałtownie moje malarstwo „Bardzo mocne”, ale zaatakował wyłącznie jako marszand: „Brzydkie kobiety! Takie istnieją, ale nie sposób to sprzedać!”. Ja: „Spodziewałem się od pana usłyszeć krytykę malarstwa”. David: „Jestem kupcem i jestem zbyt stary, abym miał jeszcze ryzykować”. Green – przybył uprzejmie, wołając, jak bardzo moje malarstwo jest ponure, „gorsze niż moje książki”. W chwilę potem Cassou – wykrzykiwał: „Urocze malarstwo! Jakie zabawne i pełne humoru!”.

Każdy oglądający wystawę w Kordegardzie Galerii Narodowego Centrum Kultury niechaj wyda więc swoją opinię o malarstwie Józefa Czapskiego.

Elżbieta Skoczek, kuratorka wystawy Józef Czapski. Dzieła z kolekcji prywatnych, Warszawa 2022, KORDEGARDA

Tekst kuratorski, marzec 2022

Na zdjęciu: Prof. Jan Zieliński – w 1992 roku przygotowywał w Polsce wystawę dzieł Józefa Czapskiego z prywatnych kolekcji szwajcarskich, Elżbieta Skoczek – kuratorka wystawy, Wiktor Dłuski – polski tłumacz i publicysta, członek redakcji pisma Res Publica od 1979 roku.

Tagged with:     , ,

O autorze /


Urodziła się w Nowej Dębie. Studiowała w Krakowie, na Uniwersytecie Jagiellońskim; studia podyplomowe z zarządzania projektami na Akademii Górniczo-Hutniczej. Autorka od wielu lat zajmuje się twórczością Józefa Czapskiego: przegląda archiwa, odczytuje dzienniki i zbiera informacje o dziełach malarza (projekt: Catalogue raisonné dzieł Józefa Czapskiego), nagrywa rozmowy z tymi, którzy znali autora "Na nieludzkiej ziemi". Powołała w 2017 roku Festiwal Józefa Czapskiego (jest jego dyrektorem) . Odbyły się już dwie edycje festiwalu (2017 i 2020 rok). Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (Literatura 2020, 155591/20). Przygotowuje książkę o Czapskim i jego siostrze Marii. Copyright 2022 - Ela Skoczek / Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tylko za zgodą autora.

Artykuły powiązane

O pisaniu biografii

"(...) starałam się docierać do istoty rzeczy każdego zagadnienia w przekonaniu, że zbliżanie się do prawdy i jawność są wymowniejsze i moralniejsze od przemilczeń, legend i niedomówień.


Ludźmi jesteśmy i tylko ludźmi ułomnymi choćby nas inni brali za aniołów - pisał Mickiewicz do przyjaciół – cytując Naśladowanie.

Maria Czapska, Szkice Mickiewiczowskie, Wstęp

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu z redakcją