Katarzyna Skansberg. Moje spotkanie z Józefem Czapskim

obrazy józefa czapskiego na ścianie galerii KORDEGARDA

Panią Katarzynę Skansberg (tłumaczkę, reżyserkę teatralną, asystentkę reżysera Antoine Viteza)  poznałam w 2016 roku. To była niedziela. Siedziałam w pokoju u ks. Marka Wittbrota, pallotyna, pijąc kawę. Na parterze tej kamienicy jest witraż Lebensteina. I wtedy okazało się, że jedna z pań zna panią, która znała Czapskiego.  Na drugi dzień, rano miała lecieć do Krakowa.  Ale udało się i  późnym niedzielnym popołudniem spotkałyśmy się w kawiarni Le Zimmer, przy Place du Châtelet. Wtedy wysłuchałam opowieści o tym, jak spotkała się z Marynią Czapską i Józefem Czapskim, a także o jej odwiedzinach u … Catherine Djurklou. Ale to już  opowieść na kolejny tekst.

Posłuchajcie Pani Katarzyny Skansberg i jej opowieści:

„W komunistycznej Polsce, w której dojrzewałam, nazwisko Czapskiego było zabronione. Jak zabroniona była przeszłość, której był częścią. I to jaką częścią! Jego jedno życie wystarczyłoby na wiele ludzkich życiorysów. Dzisiaj jest inaczej; postać Czapskiego przywrócono polskiej pamięci. Stał się żywą częścią polskiej historii i przeszłości .Warto jednak przypominać okres, kiedy żelazna kurtyna oddzieliła nie tylko Zachód od Wschodu, lecz oddzieliła Polaków od ich przeszłości. Mieliśmy patrzeć w świetlaną przyszłość, która nie chciała jednak wynurzyć się z morza otaczających nas czarnych ruin. Ruiny wołały o wypełnienie.

Dla dziecka, które żyje wśród zgliszczy Warszawy, w wypalonych pejzażach jak w powojennych obrazach Kiefera, otaczający świat jest jedynym możliwym. Jednak jak szczelne by nie były ekrany propagandy, nawołujące do patrzenia w przyszłość, rzeczywistość i życie wciskają się bezczelnie w każdą wolną szczelinę. Z urywanych słów dorosłych, z zasłyszanych wspomnień powstaje jakiś inny, fragmentaryczny świat sprzed ruin. Nie tak łatwo zabić przeszłość.

I tak kiedy w 1974 roku po przyjeździe do Paryża znalazłam się w Domu Kultury w Maisons- Laffitte, miałam wrażenie, że wchodzę w tę przeszłość zabronioną i mityczną, która stała się żywa i dotykalna. Tej jesiennej niedzieli w 1974 roku w małym saloniku Marii Czapskiej było pełno gości. Maria, dla bliskich Marynia, siostra Józefa, podtrzymując tak francuską jak polską tradycję sprzed wojny, tradycje salonu towarzyskiego zapraszała do nich, do Domu Kultury przyjaciół i znajomych. Zachować tradycje, przechować Polskę żywą, tę Polskę
okaleczoną przez wojnę i komunistów, było jednym z zadań tego centrum polityki i kultury, którym stal się dom w Maisons-Laffitte, racja jego bytu.

Dyskusje tego dnia były bardzo ożywione, wśród wszystkich postaci górowała szczupła sylwetka wysokiego mężczyzny z czupryną białych włosów – to był Józef. Mówił o czymś z pasją, może rozmawiał Philippe’em Ariès, który tego dnia był wśród gości. Wymieniłam wtedy z Józefem tylko parę słów, rozmawiałam przede wszystkim z Marynią. Jednak nazajutrz zadzwonił telefon.

– Dzień dobry, mówi Józef Czapski. Była pani u nas wczoraj i nie zdążyłem z panią porozmawiać, a tu siostra mi mówi, że jest pani interesującą osobą. Musimy się zobaczyć i porozmawiać, dobrze?

Oto cały Józef , mityczna postać Kultury – rozbrajająca bezpośredniość, żarliwa ciekawość drugiego człowieka.
Tak się zaczęła moja znajomość z Józefem i przyjaźń, którą później mnie obdarzył. Spotkaliśmy się w kawiarni, ulubionym miejscem spotkań Józefa; chciał wszystkiego się o mnie dowiedzieć – jak żyję, kiedy przyjechałam i prawie… tak od razu… jaki mam cel w życiu! Z moim przyjacielem Philippem D. wychodziliśmy często z Józefem na kolacje do restauracji. Pojawiająca się w drzwiach bardzo wysoka, wyprostowana sylwetka starszego pana o bujnych białych włosach, wywoływała zawsze poruszenie wśród gości, śledzili Józefa wzrokiem jak zjawisko! A Józefowi sprawiało wielką przyjemność uczestnictwo w tym kłębowisku ciał i kolorów, gwarze głosów, w teatrze życia, w którym jego oko malarza, wyławiało jakąś scenę lub formę, które stawały się źródłem wielu obrazów. Podobnie jak teatr, życie przedstawione na scenie, gdzie człowiek zajmuje miejsce centralne, a to na człowieku koncentrowała się uwaga Józefa.

Kiedy zaczęłam pracować w teatrze zapraszałam go na przedstawienia, w których realizacji uczestniczyłam. I tak przyszedł zobaczyć w 1980 roku „Kurkę Wodną” Witkacego w moim tłumaczeniu, w Théâtre de la Comune d’Aubervilliers. Powstał z tego obraz ze słynną sceną – Kurka leżąca nago na gołej scenie. To przedstawienie było wielkim sukcesem i wydarzeniem teatralnym Paryża.

W 1980 roku w Théâtre des Quartiers d’Ivry, Antoine Vitez wyreżyserował „Rewizora” Gogola. Poszliśmy z Józiem zobaczyć próbę generalną. Po przedstawieniu idziemy do lóż, żeby przywitać się z reżyserem i aktorami. Jak zwykle po premierze, atmosfera jest gorąca, panuje ogólne podniecenie, w lożach huczy jak w ulu! Podchodzi do nas Antoine Vitez, nawiązuje się rozmowa i Józef mówi:

– Kiedy widziałem „Rewizora” w Sankt Petersburgu w 1914 roku…

Te słowa – „Sankt Petersburg w 1914 roku”, robią piorunujące wrażenie. Vitez jakby skamieniał, w lożach robi się cicho, a aktorzy otaczają tego wysokiego mężczyznę z czupryną białych włosów, świadka Historii, historii teatru. Wśród aktorów jest Pierre Vial, sceniczny Gubernator; między Józefem a Pierre’em wywiązuje się ożywiona rozmowa i Pierre pyta, czy Józef namalowałby jego portret w roli Gubernatora?

Później, sporadycznie, wypytywałam Józefa o prace nad portretem i pojechałam zobaczyć obraz, już prawie skończony. Był szary. Gubernator w szarym uniformie, na kolanach, w symbolicznej posturze posłuszeństwa władzy. Portret urzędniczej szarości, kwintesencja sztuki Gogola.

Pierre Vial, w teatrze często mnie pytał, kiedy mógłby zobaczyć i zabrać obraz.

Któregoś dnia dzwoni Józio, ma zmieniony głos, jest bardzo wzburzony.
– Kasia, – mówi, to jest katastrofa, katastrofa!
Ogarnia mnie strach, boję się usłyszeć co się stało, wyobrażając sobie Nieszczęście! I nie rozumiem, o co chodzi. Józef mi tego nie tłumaczy, wyraża tylko swoje wzburzenie. W końcu opowiada:
– Dimitrijewicz przyjechał wczoraj wieczorem, zupełnie zwariował na punkcie portretu Gubernatora, i wziął obraz, po prostu go porwał! A ja …ja zapomniałem, że to jest obraz dla Pierre’a, jak mogłem zapomnieć, jak to możliwe, że zapomniałem, jak to możliwe…
Rozumiem już wzburzenie Józefa, jestem z nim i nie wiem co mam powiedzieć. Sytuacja jest dramatyczna i wydaje się nie do rozwiązania, i nagle słyszę siebie sama, tak jakby jakiś glos mi to podpowiadał:
-Józiu, po prostu namalujesz drugi obraz, podobny, może nie taki sam, ale będzie to ciągle portret Gubernatora, którego gra Pierre.
– Tak, tak – mówi Józef głosem, który odzyskuje swoje naturalne brzmienie. Tak, to wydaje się teraz takie oczywiste, oczywiste…

Vladimir Dimitrijewicz, o którym tu wspomniałam, był ważną postacią w życiu Józefa. Serb z pochodzenia, mieszkał w Lozannie, gdzie w latach sześćdziesiątych założył wydawnictwo l’Age d’Homme. Księgarnia tego wydawnictwa, gdzie wisiały obrazy Józefa, znajdująca się w samym sercu Paryża, w małej uliczce niedaleko placu St.Sulpice była ważnym i modnym miejscem spotkań środowiska literackiego.

– Szalony, on jest szalony! tymi słowami wita mnie któregoś dnia Józef, machając jakąś książką. Szalony! Józef patrzy na mnie jakby oczekując potwierdzenia, ale ja widzę na jego twarzy mały uśmiech, a w oczach radość, sprzeczną z tym potępieniem szaleńca!

Józio jakby na potwierdzenie swoich słów mówi:
– Szaleniec, szaleniec, czy wiesz co on zrobił? Czekam ze zgrozą na dalszy ciąg. – On wydał „Nienasycenie” Witkiewicza! Tutaj! Wydał… wydał …po polsku! Tu we Francji!

Józef znał obojętność Francji wobec „małych” narodów Europy, kiedy starał się zwrócić uwagę na los naszego kraju i kiedy tylko bardzo nieliczni jak Georges Bernanos, zareagowali i rozumieli wagę tego, co się dzieje w Polsce. Dlatego takim szaleństwem, szaleństwem wspaniałym była odwaga Dimitrijewicza wydania polskiego autora, po polsku.
Szaleństwo – w ustach Józefa był to wyraz pochwały i podziwu, zdumienia, że w tym świecie interesu może „zdarzyć” się jeszcze taki człowiek!

Zaiste było prawie szaleństwem uwierzyć, że nasze „małe” narody zaistnieją nareszcie z ich kulturą i językami na równi z innymi, „wielkimi”, że znajdą należną im przestrzeń w Europie Ojczyzn!
Dimitrijewicz uwierzył i konsekwentnie wydawał pisarzy „małych” narodów, nie tylko w tłumaczeniu, ale w ich oryginalnych językach. Moje spotkania z Józefem, nasze dyskusje i rozmowy o miłości, polityce, nasza latami trwająca przyjaźń była dla mnie źródłem radości. Ileż „dostałam” od Niego wierszy czytanych razem i którymi musiał się podzielić, ileż, „podarowanych” mi przez Niego pisarzy i poetów, którzy towarzyszą mi do dzisiaj! Spotkanie z Józefem było też spotkaniem z przeszłością, świat zaczynał układać się w jedną całość, warszawskie, puste ruiny z mojego dzieciństwa wypełniały się żywymi ludźmi – przestawały straszyć. A ja czułam się nieustająco obdarowana.

Na zdjęciu u góry: po prawej stronie obraz ze sceną z Kurki Wodnej , Witkacego.  Fot. Ela Skoczek

Tagged with:     ,

O autorze /


Urodziła się w Nowej Dębie. Studiowała w Krakowie, na Uniwersytecie Jagiellońskim; studia podyplomowe z zarządzania projektami na Akademii Górniczo-Hutniczej. Autorka od wielu lat zajmuje się twórczością Józefa Czapskiego: przegląda archiwa, odczytuje dzienniki i zbiera informacje o dziełach malarza (projekt: Catalogue raisonné dzieł Józefa Czapskiego), nagrywa rozmowy z tymi, którzy znali autora "Na nieludzkiej ziemi". Powołała w 2017 roku Festiwal Józefa Czapskiego (jest jego dyrektorem) . Odbyły się już dwie edycje festiwalu (2017 i 2020 rok). Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (Literatura 2020, 155591/20). Przygotowuje książkę o Czapskim i jego siostrze Marii. Copyright 2022 - Ela Skoczek / Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tylko za zgodą autora.

Artykuły powiązane

O pisaniu biografii

"(...) starałam się docierać do istoty rzeczy każdego zagadnienia w przekonaniu, że zbliżanie się do prawdy i jawność są wymowniejsze i moralniejsze od przemilczeń, legend i niedomówień.


Ludźmi jesteśmy i tylko ludźmi ułomnymi choćby nas inni brali za aniołów - pisał Mickiewicz do przyjaciół – cytując Naśladowanie.

Maria Czapska, Szkice Mickiewiczowskie, Wstęp

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu z redakcją